FELIETONY Z NOCNEJ ZMIANY czyli taka moja forma bloga
Security
2017-03-18
Gulasz popielcowy


2017-03-01
Popielec


2017-02-23
Tłusty Czwartek


2017-02-14
Walę tynki


2017-01-06
Trzy króle


2017-01-04
Okupacja piaskownicy


2017-01-01
Nowy Rok


2016-12-31
Rok na Ziemi


2012-08-19
"Amber Air"


2012-08-15
15 sierpnia 2012


2012-07-28
Manifest Lipcowy Wedle tradycji


2012-06-07
Czy grozi nam kolejne święto?


2012-05-30
Lochy smoki i potwory a Euro 2012


2012-05-28
Wyrzuceni Oburzeni


2012-05-05
Majówka A.D. 2012


2011-10-30
Po co nam zmiana czasu


2011-09-17
17 września 2011


2011-09-13
Pora deszczowa


2011-09-13
Ordynacja wyborcza po polsku






Adres strony na komórkę


stat4u
Licznik 019051

©2011-2017 by Lechu
© by DZIENNIKARZ.ORG
2011-2017
2017-03-01
Świecki wymiar

Popielec

W proch się obrócisz czyli historia pewnego gulaszu


Dla ateisty Popielec nie ma żadnego świątecznego wymiaru. Jest zwykłą środą czyli dniem przesilenia tygodniowego. Na tym można by zakończyć rozważania jego świeckiego wymiaru gdyby nie zachowanie katolików nie tylko obnoszących się ze swoimi przekonaniami ale wręcz narzucającymi je innym.

Bezmięsnie i raz do syta czyli dla ortodoksyjnych wyznawców kościoła istny ramadan w katolickim wydaniu. Postępowy będzie natomiast napychać się cały dzień i ciągle będzie mu mało. Znam zresztą takich, którzy ten styl praktykują codziennie. Jeśli ktoś zapił w ostatki to ma sprawę z głowy, bo minimum do południa nic nie tknie poza wodą, a to podobno wolno. Ludzie o poglądach świeckich przechodzą natomiast tego dnia coś w rodzaju drogi krzyżowej odczuwając skutki katolickiej nietolerancji.

Gdy w środę popielcową przychodziłem do pracy zazwyczaj prędzej czy później w pokoju socjalnym natykałem się na egzystencjalne uwagi dotyczące spożywania mięsa. Próba ignorowania nasilała zjawisko więc w ramach obrony szedłem do pobliskiego maca i przynosiłem sobie dwie soczyste buły z wołowiną. Skutkowało, bo ortodoksyjni uciekali z kuchni jak przed trądem czego dodatkową korzyścią było dużo wolnego miejsca aby usiąść i zjeść w spokoju. W tym roku było inaczej, bo to był pierwszy dzień na nowym stanowisku i w nowym środowisku. Postanowiłem więc skupić się na samej obserwacji.

Przyszedłem do pracy jak zawsze dużo wcześniej. Moją uwagę zwróciło parę osób, które wyglądały tak jakby zapomniały wziąć urlop na żądanie po obchodzie ostatków. W powietrzu wyraźnie unosiła się także charakterystyczna woń aldehydów. Niektórzy jednak zachowywali się tak jakby dopiero mieli poczuć się gorzej. Gdy czekałem na dopełnienie wszystkich formalności związanych z przeniesieniem zagadała do mnie koleżanka. Dyskusja szybko przeniosła się do kuchni gdzie w czasie upychania pojemników z jedzeniem w wysoko septycznej lodówce publicznej nieśmiało pożaliła się, że została zrugana za przyniesienie parówek, które odgrzane w mikrofali chciała sobie zjeść na śniadanie. Natychmiast pospieszyłem z pomocą deklarując, że jeśli nie chce to ja chętnie zjem.

Gdy stało się jasne, że mój stosunek do Popielca jest perwersyjnie seksualny, koleżanka poinformowała mnie, że siedzi w pokoju z ortodoksyjnym wyznawcą, który nie da jej żyć jeśli dowie się, że na obiad przyniosła sobie gulasz. W atmosferze rozczarowania połączonego z bezsilnością opowiedziała o całym procesie przygotowywania tego gulaszu, z najdrobniejszymi szczegółami każdego etapu. Natychmiast pospieszyłem z pomocą deklarując, że jeśli nie chce to ja chętnie zjem.

Gdy schodziłem do swojego nowego pokoju na schodach spotkałem dwóch kolegów. O czymś rozmawiali więc skończyło się na wymianie pozdrowień, ale po chwili usłyszałem, że jeden drugiego chwali, że już był w kościele. Odruchowo odwróciłem się i natychmiast w oczy rzuciło się nieme zaskoczenie z wymalowanym na twarzy pytaniem WTF. Kolega pali więc natychmiast poinformowałem go, że strząchnął sobie na płaszcz. Mina drugiego była bezcenna.

Kolejna scena grozy odbyła się za sprawą "pani kanapka", która codziennie przychodzi z jedzeniem. Z obserwacji tego typu usług wiem, że mimo różnych nieświeckich tradycji żywieniowych oferta zawsze jest pełna i słusznie, bo w tak zwane dni postne kanapki mięsne znikają równie szybko jak w inne dni. W Popielec było nie inaczej. Postanowiłem przysłuchać się komentarzom na korytarzu i przyznam, że nie pamiętam kiedy i gdzie słyszałem na raz aż tyle słów pogardy i nienawiści.

Podczas powrotu do domu postanowiłem wstąpić na maca, bo koleżanka jednak nie oddała mi swojego gulaszu. Inny świat. Ludzi jakby mniej niż zwykle, ale nikt nikogo nie osądza. Kto chcę to zamawia, kto nie chce to nawet nie wchodzi. Zero obaw, że ktoś w ramach kary boskiej przebije mi opony. Rozważałem ulubionego wołowego kebaba, bo pod starym biurem miałem chyba najlepszego jakiego do tej pory jadłem, nie rozrzedzanego nadmierną ilością wsadu warzywnego. W sam raz na obchody Popielca. Ostatecznie zrezygnowałem i pojechałem do domu.

Idąc klatką schodową poczułem wyraźne zapachy kuchenne dochodzące od sąsiadów. Mieszkam na mało zindoktrynowanym osiedlu, gdzie nawet ksiądz po kolędzie nie chadza ze względu na niską konwersję finansową kolędy, więc nie zdziwiła mnie dominacja zapachów mięsnych. Sam na obiadokolację zrobiłem sobie krwistego wołowego tatara - pół kilograma mięsa z ulubionymi dodatkami. Zjadłem, popiłem setką wódki na lepsze trawienie i poszedłem spać. Na drugi dzień dowiedziałem się, że koleżanka jednak nie zjadła gulaszu. Jedynie wydłubała okraszoną sosem kaszę a mięso zabrała dla psa. A przecież mówiłem, że jeśli nie chce to ja chętnie zjem.

Lechu
Π Połączono: dnia 2017-10-17 z IP  54.80.211.135    (ec2-54-80-211-135.compute-1.amazonaws.com)