FELIETONY Z NOCNEJ ZMIANY czyli taka moja forma bloga
Security
2017-03-18
Gulasz popielcowy


2017-03-01
Popielec


2017-02-23
Tłusty Czwartek


2017-02-14
Walę tynki


2017-01-06
Trzy króle


2017-01-04
Okupacja piaskownicy


2017-01-01
Nowy Rok


2016-12-31
Rok na Ziemi


2012-08-19
"Amber Air"


2012-08-15
15 sierpnia 2012


2012-07-28
Manifest Lipcowy Wedle tradycji


2012-06-07
Czy grozi nam kolejne święto?


2012-05-30
Lochy smoki i potwory a Euro 2012


2012-05-28
Wyrzuceni Oburzeni


2012-05-05
Majówka A.D. 2012


2011-10-30
Po co nam zmiana czasu


2011-09-17
17 września 2011


2011-09-13
Pora deszczowa


2011-09-13
Ordynacja wyborcza po polsku






Adres strony na komórkę


stat4u
Licznik 019044

©2011-2017 by Lechu
© by DZIENNIKARZ.ORG
2011-2017
2017-01-04
Polskie przedszkole

Okupacja piaskownicy

Opowieść wigilijna A.D. 2016


Na obrzeżach wielkiego miasta EUtopii, nad samą granicą z osadami barbarzyńców, miesiło się małe, zaniedbane osiedle mieszkaniowe Było tak zacofane, że w niektóre dni zakupy można było zrobić tam jedynie na stacji benzynowej. Na osiedlu było także przedszkole, do którego chodziły dzieci z pobliskich domów. Było tam wiele zabawek i różnych atrakcji, ale najważniejsza była piaskownica, której przecież dzieci w domu nie miały.

Pewnego dnia w przedszkolu zaszła zmiana. Niektórzy twierdzą, że dobra, ale nikt nie powiedział nigdy głośno dla kogo. Prezes spółdzielni, Pan Jarosław wyrzucił dyrektora, na miejsce którego zjawiła się dawna sekretarka brata prezesa, Pani Andrzelina, która od tego momentu podpisywała już wszystkie dokumenty. Po pewnym czasie w przedszkolu zjawiły się nowe dzieci. Wszystkie miały piękne markowe ubranka z kaczuszką na metce. Mimo, że na osiedlu mieszkało ich niewiele, w przedszkolu stanowiły większość. Stało się tak dlatego, że rodzice pozostałych dzieci, niewiadomo czemu, nie zapisali swoich pociech do przedszkola. Dzieci te miały różne ubranka gorszego sortu, zarówno z metkami na których były różne zwierzątka jak i bez metek. Podobno niektóre nosiły nawet chińskie podróbki. Wśród dzieci tych był Rysiu.

Mama Rysia miała na osiedlu hurtownię, w której sprzedawała ubranka z rekinkiem na metce. Rysiu też takie nosił, bo skoro mama handluje to po co kupować inne mimo, że jakość towaru w hurtowni pozostawała wiele do życzenia. Nawet umieszczony na metce KOD kreskowy był nieczytelny. Rysiu chciałby jednak aby wszystkie dzieci nosiły takie ubranka z rekinkiem i mimo, że część dała się przekonać, większość miała rysiowe ubranka w nosie, na co Rysiu programowa zawsze strzelał focha.

Dni płynęły spokojnie, dzieci się nawet dobrze bawiły mimo, że każde w swoim kąciku, ale piaskownica była przecież tylko jedna a to ona była największą atrakcją przedszkola. Wszystkie dzieci mogły z niej korzystać i bawić się tam wspólnie, ale kaczuszki zabrały wszystkie zabawki potrzebne do zabawi w piasku. Koleżanki i koledzy Rysia wprawdzie kopali dołki rączkami i usypywali kopce, ale bez łopatek, wiaderek i foremek nie mogła powstać żadna foremna babka, o potężnym zamku z wierzą i fosą nawet już nie wspominając. Nawet jeśli udało się znaleźć jakąś pozostawioną przez kogoś w piasku zabawkę, nie miało to znaczenia, bo to kaczuszki rządziły w całej piaskownicy. Rysia to bardzo frustrowało i domagał się rozpisania nowego naboru do przedszkola, ale nikt go poważnie nie traktował a pani dyrektor udawała, ze tego nawet nie słyszy. Nawet gdy ktoś pokazał jej goły tyłek nie zrobiło to na niej wrażenia. Niektórzy twierdzą, że nawet jej się to spodobało, ale tego tematu nie drążmy.

Pewnego grudniowego dnia, w przededniu świątecznych ferii, dzieci bawiły się jak zwykle. Wszystkie cieszyły się z nadchodzących świąt i nie mogły doczekać się znalezionych pod choinką prezentów, jednak bardzo chciały nacieszyć się zabawą w piasku, do której miały wrócić dopiero po Nowym Roku. Tego dnia piaskownicą rządził Marek Marszałek. Jego taka był kuchcikiem w przedszkolnej stołówce więc Marek czuł się najważniejszy w całym przedszkolu, zaraz po pani dyrektor. Atmosfera w piaskownicy się napinała aż w końcu szczerbaty Michał zaczął dogadywać Markowi. Przygadywali sobie, jak to dzieci, do czasu aż Michałowi zachciało się do toalety. Wiadomo, ciśnienie w kroczu do przyjemnych nie należy a zlać się w gacie przy koleżankach byłoby mu wstyd. Wyrzucił więc Michała z piaskownicy i poszedł sobie ulżyć. Widząc to, tata Marka zarządził obiad licząc na to, że po zjedzeniu i leżakowaniu dzieciom przejdzie i pobawią się do końca dnia już spokojnie.

Nikt, a zwłaszcza kaczuszki, nie spodziewał się tego co miało stać się dalej. Gdy kaczuszki z pełnymi brzuszkami wróciły do piaskownicy, wokół nieukończonego jeszcze zamku zobaczyły inne dzieci, które w obronie Michała otoczyły budowlę i nie pozwoliły jej dokończyć bez swojego kolegi. Chodziło o zasady, bo Michał i tak nie mógłby przy zamku ruszyć nawet ziarenka piasku. Zaczęła się awantura, jak to u dzieci, w wyniku której Markowi znów wzrosło ciśnienie, tym razem między uszami. Zawołał woźną. W końcu to ona pilnowała porządku w przedszkolu. Woźna przybiegła z kluczami, jak to woźna, i nie mogąc nic więcej zrobić otworzyła kaczuszkom przyprzedszkolną komórkę, w której składowano piasek na zimę. Marek z kolegami zamknęli się w środku, dokończyli zabawę i poszli do domu.

Pozostałe dzieci były oburzone. Było dla nich niedopuszczalnym by bawić się w komórce, poza tym piaskiem, który miał służyć do czegoś innego. Postanowiły więc, że nie pójdą do domu i święta spędzą w przedszkolu pilnując piaskownicy i niedokończonej ich zdaniem zabawy. Widząc to, pani dyrektor pojechała na urlop. Pomyślała, że co będzie wciskać palce między drzwi. W końcu są jej potrzebne do podpisywania dokumentów. Poza tym wciskanie się między wódkę a zakąski podczas gdy w święta można mieć jedno i drugie, nie na zwyczajnie sensu.

W porze kolacji do dzieci dotarło, że przedszkole jest nieczynne a kuchnia zamknięta. Z resztą i tak posiłki wydawał tata Marka. Wszyscy doszli zgodnie do wniosku, że nie ma sensu tak razem siedzieć i postanowili się zmieniać oraz przynosić sobie wzajemnie kanapki. Rysiu wraz z koleżanką, obok której zawsze leżakował, pojechali po żarcie nawet to Portugalii. Pewnie zasugerował się reklamą, że biedronka jest tak blisko. Ale kto bogatemu zabroni. I tak, wśród nocnej ciszy oraz w zgiełku sylwestrowych zabaw, upłynęły dzieciom święta.

Gdy opadły popioły fajerwerków a wszyscy wyleczyli niestrawność i kaca, przyszła refleksja - co dalej. Kaczuszki chcą wrócić do przedszkola i bawić się dalej. Pozostałe dzieci oczekują, że zamek, fosa, wszystkie babki i dołki zrobione w komórce zostaną zbudowane na nowo, już w piaskownicy i pod ich okiem. Nikt nie chce ustąpić mimo, że to, czy i kto ustąpi nie ma najmniejszego znaczenia. Zabawki i tak są kaczuszek a koleżanki i koledzy Rysia w zabawie nie mają nic do powiedzenia. W bajkach dla dorosłych w takim momencie zazwyczaj pojawia się gajowy. W przypadku przedszkola spodziewam się jednak woźnej. Tylko czy tym razem też przyjdzie z kluczami czy raczej z miotłą?

Lechu
Π Połączono: dnia 2017-10-17 z IP  54.80.211.135    (ec2-54-80-211-135.compute-1.amazonaws.com)